Strona startowaSerwis Onet.pl
Czat Poczta Onet.pl 
W poszukiwaniu samca doskonałego

Przegląd biur matrymonialnych

„Rodzina to podstawowa komórka społeczeństwa” mawiali kiedyś z trybuny „nieomylni”. To chyba jedyna mądrość dawnych czasów, jaką teraz akceptują nawet radykalni członkowie Ligi Polskich Rodzin. Ludzie i bez ich opinii zawsze czuli wewnętrzną potrzebę łączenia się w pary. Niestety nie wszyscy mają szczęście w miłości, nie dla wszystkich Amor jest łaskawy.
MAGDA KUŹNIK
Jak to się robi?
Kontakt z biurem matrymonialnym zaczyna się zwykle od wypełnienia ankiety. W większości miejsc wygląda ona podobnie: wiek, wykształcenie, sytuacja rodzinna (kawaler, rozwiedziony, bezdzietny), dalej cechy charakteru, hobby, i wreszcie najważniejsze – oczekiwania w stosunku do partnera. Po wypełnieniu ankiety odbywa się rozmowa z pracownikiem biura, trwająca w najbardziej renomowanych firmach nawet do dwóch godzin. Potem trwają mozolne próby dopasowania kandydata do oczekiwań. Do spotkania dochodzi, gdy obie strony wyrażą sobą zainteresowanie.
Zamiast ryzykować zły krok i tworzyć pary ciernistych krzewów, lepiej zafundować sobie miłość z katalogu – biura matrymonialne oferują udane związki - 40% skuteczności – cokolwiek by to miało znaczyć…

W świecie zwierząt to na ogół samiec jest „tym atrakcyjniejszym”. Zwabia samicę kolorowym upierzeniem, ogromnym porożem, imponującym rozmiarem. Samica wybiera najokazalszego konkurenta, z którym spłodzi potomstwo. W świecie ludzi panuje równouprawnienie – do tanga trzeba dwojga, więc w tany poszukiwania „idealnej drugiej połowy” ruszają obie płci. W katalogach biur matrymonialnych panuje względna równowaga ofert zamieszczanych przez kobiety i przez mężczyzn. Panowie pozbawieni niestety kolorowego upierzenia i okazałego poroża muszą znaleźć inne sposoby, aby przekonać kobiety, że są właśnie tym samcem doskonałym a opinia powtarzana kobiecymi ustami, że ci najlepsi są już zajęci jest bezpodstawna.

Sprzedawcy marzeń

Anna, lat 28, prawnik, praca w dużej korporacji, sukces zawodowy. Atrakcyjna, zdecydowana i bardzo sympatyczna – mówi Paweł Niemiec z warszawskiego biura ogólnopolskiej sieci „Razem” o jednej ze swoich klientek. Atrakcyjna? Wykształcona? Pytanie, dlaczego więc korzysta z usług biura matrymonialnego, samo ciśnie się na usta. Z odpowiedzią Paweł Niemiec nie ma problemów: Pani Anna jest po prostu zmęczona zawieraniem przypadkowych znajomości z nieodpowiednimi osobami i chce, by wstępną selekcję kandydatów na stałego partnera zrobiło nasze biuro.

Pierwsze zaskoczenie – jak zapewniają właściciele najbardziej liczących się warszawskich biur, wśród klientów, zgłaszających swoje oferty i chęć znalezienia sympatii tą właśnie drogą, nie brakuje młodych, przystojnych, dobrze sytuowanych osób. Prawie wszyscy kandydaci są też mądrzy jak Salomon, silni jak Stalone, szarmanccy jak James Bond, a do tego czuli i opiekuńczy. Co więcej - nikt nie słyszał o kandydacie niezbyt rozgarniętym, chorowitym czy grubiańskim. Czyżby baza oczekujących była rysem statystycznym polskiego mężczyzny? Zbyt piękne, żeby było prawdziwe. Najwyraźniej kandydaci hołdują zasadzie, że nikt nie pochwali cię tak dobrze, jak ty sam siebie. Utwierdzają ich w tym właściciele biur matrymonialnych. Nie popadajmy jednak w skrajności. Wielu pośredników naprawdę skutecznie leczy zranione kobiece serca, zapewniając paniom po wcześniejszych nieudanych związkach prawdziwe powroty do Edenu.

Żegnamy stereotyp V.I.P czyli... Very Important Partner

Licznie reprezentowaną grupą w biurach matrymonialnych są kobiety „pod trzydziestkę”, które uświadamiając sobie, że liczba atrakcyjnych kawalerów, jakich spotykać będą na swojej drodze, zacznie stopniowo (ba, dramatycznie szybko) maleć. To także te same panie, które dosyć już mają pytań podczas uroczystości rodzinnych w stylu „...a jak tam Twoje sprawy sercowe, drogie dziecko”.

Tylko one zdają się wtedy zauważać, że dzieckiem już dawno nie są, byłoby dobrze mieć już nawet swoje. Dotyczy to zwłaszcza kobiet pracujących w zawodach sfeminizowanych, jak nauczycielki czy pielęgniarki. Witold Sułkiewicz z Międzynarodowego Biura Matrymonialnego V.I.P nie ukrywa, że status społeczny i zawodowy jest ważnym kryterium przyjmowania ofert w jego biurze. Wymagania co do panów to wyższe wykształcenie lub ponadstandardowy status, ale nie bez wykształcenia średniego, co do pań – minimum matura i niezależność finansowa.  Jak się okazuje, status materialny ewentualnego przyszłego partnera niekoniecznie jest tym, o co klienci biur pytają w pierwszej kolejności. Nadal w cenie są wrażliwość, uczuciowość i niebanalne zainteresowania. A pieniądze – dziś są, jutro ich nie ma...

Wiele osób przed zapisaniem się do mojego biura zadaje pytanie, czy nazwa jest adekwatna do tego, kogo mają szansę znaleźć w katalogu ofert. Mogę ich zapewnić, że tak. Wstępnej selekcji anonsów nie dokonuje natomiast biuro Czandra, istniejące od ponad 20 lat. Jak zapewnia Jolanta Sitarek, przyjść może każdy samotny, niezależnie od pozycji zawodowej i wieku (najstarszy klient Czandry, który znalazł partnerkę, miał 90 lat, najmłodszy - 21).
Miłość ostatniej szansy

Prowadzenie indywidualne
„Duńczyk po sześćdziesiątce szuka pani w celu matrymonialnym.” Niby nic, a jednak.... Duńczyk był bardzo bogatym arystokratą o polskim pochodzeniu. Pani musiała być czterdzieści lat młodsza i na dodatek również z arystokracji. Szukał w pięćdziesięciu biurach europejskich. Znalazł w Polsce...Na pierwsze spotkanie dziewczyna przyszła z matką. Koszty nie miały tu żadnego znaczenia.

Inny przykład dotyczy 32-letniego Francuza, którego rodzina wysłała do Polski na poszukiwanie żony. Wybranka, tak jak jej przyszły mąż, musiała pochodzić z ortodoksyjnej rodziny żydowskiej. Szukano jej w Polsce, bo Izrael wydawał się dość niebezpiecznym krajem. Tyle, że w Warszawie było wówczas zaledwie siedem Żydówek... Pojawiły się ogłoszenia w prasie kolorowej, szukano własnymi kanałami. Po półrocznej pracy znaleziono odpowiednią kandydatkę. Obecnie są już małżeństwem, chociaż na początku szanse pozytywnego zakończenia oceniono na 5 proc.
Na pytanie, ile potrwa znalezienie wymarzonego partnera, nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Wszystko zależy od naszych oczekiwań, a czasem, w przypadku niestandardowych wymagań, od sumy, jaką jesteśmy w stanie zapłacić pośrednikowi. Zdarza się, że klient, deklarując chęć poznania kilku kobiet, już po spotkaniu pierwszej rezygnuje, twierdząc, że znalazł tę, której szukał – mówi Paweł Niemiec. Podkreśla też, że zdarzają się pomyłki wynikające z niezrozumienia przez klientów zasad działania biura. Niektórzy przychodzą do nas tydzień przed świętami i końcem roku, kiedy czują się najbardziej samotni i oczekują, że znajdziemy im wielką miłość w ciągu kilku dni. A my nie jesteśmy „last minute”. Kojarzenie dwojga ludzi traktujemy jak proces, który musi potrwać. Niektórzy klienci szukają partnera przez kilka miesięcy, inni przez kilka lat. Wiele zależy po prostu od szczęścia, które w miłości szczególnie się przydaje.

O wycofaniu z biura matrymonialnego własnej oferty zdecydować można w każdej chwili. Często jest to sygnałem, że misja biura zakończyła się sukcesem. Wiele osób przychodzi podziękować za skuteczną współpracę, inni zapominają. Jeśli Monika i Tomek zniknęli nam z oczu po pierwszej wspólnej randce, jestem niemal pewny, że gdy po pół roku zadzwonię do Tomka, usłyszę, że właśnie siedzi z Moniką, popijając wino. Może nawet dowiem się, że są już po zaręczynach? –  mówi Paweł Niemiec

Ulepszona randka w ciemno

Chyba każdy z nas miał kiedyś pokusę, by zabawić się w swatkę i skojarzyć dwoje samotnych przyjaciół. Niektórzy posunęli się o krok dalej i umówili koleżankę z pracy z kolegą poznanym na basenie. Jaki rezultat? Najczęściej katastrofa. Już podczas pierwszego wieczoru okazuje się, że ona bynajmniej nie lubi sypiących żartami sportowców, a on trzyma się z daleka od rzeczowych intelektualistek. Trudno, nie wiedziałem – myślimy sobie wtedy i albo raz na zawsze kończymy karierę swatki, albo przeciwnie – z determinacją przystępujemy do dalszych poszukiwań na własną rękę idealnego faceta dla niej lub idealnej partnerki dla niego.

A przecież łatwiej byłoby wręczyć im obojgu kartkę z numerami telefonów do biur matrymonialnych, powierzając ich los i dobre samopoczucie w ręce tych, którzy w swataniu mają większe, a w dodatku udokumentowane doświadczenie. Bo choć pierwsze spotkanie osób, które poznały się przez biuro, można w pewnym sensie nazwać randką w ciemno, ciemność rozproszona jest nieco świadomością, że osobę, która stanie przed nami, widzieliśmy przynajmniej na fotografii. Jeszcze ostrożniejsza procedura stosowana jest w stosunku do tzw. „osób ze świecznika”. Oferta znanego biznesmena, polityka czy dziennikarza, szukającego partnerki przez biuro, najprawdopodobniej w ogóle nie trafi do katalogu – tylko kobieta, którą sami wybiorą, będzie mogła ją przeczytać.

Możliwość przejrzenia katalogu ofert i samodzielnego wyboru potencjalnego partnera mają klienci wielu biur matrymonialnych. Panowie najczęściej zaczynają od zdjęcia, dopiero potem, gdy kobieta się im spodoba, czytają anons. Panie – odwrotnie – zaczynają od lektury, potem przenoszą wzrok na fotografię – twierdzi Witold Sułkiewicz. Mężczyźni – wzrokowcy – doskonałości szukają na zewnątrz, kobiety interesuje to, co pod „opakowaniem”. Najbardziej romantyczne marzą ciągle o rycerzu na białym koniu, czyli prawie tak samo jak najromantyczniejsi – oni też chętnie wybraliby dziewicę na białym koniu...

Trwały związek na jedną noc

W biurze Razem telefon dzwoni niemal bez przerwy. Trzyosobowy personel w sympatyczny sposób zagaja rozmowę z nowymi klientami, a wpisanych już do bazy bez trudu identyfikuje w pamięci. Na brak chętnych nie narzeka też Witold Sułkiewicz z VIP. Niech pani szybko do mnie przychodzi – mówi do słuchawki – mam dla pani partnera. Amerykanin, ale właśnie jest w Warszawie. Problemem biur matrymonialnych jest to, że w prasie kierowanej do samotnych, oferty matrymonialne sąsiadują z towarzyskimi.
Niestety tak jak wszędzie, tak i w tego rodzaju działalności zdarzają się nieuczciwi pośrednicy. Wpisując w internetową wyszukiwarkę hasło: biuro matrymonialne, nie unikniemy wyświetlenia się adresów biur z celem matrymonialnym nie mających nic wspólnego. Frywolne rymowanki, propozycje częściowego lub całkowitego sponsoringu, informacje o zapewnieniu dyskrecji całą dobę, nie pozostawiają wątpliwości, że trwały związek niekoniecznie jest tym, do czego zachęcają prowadzący biuro.

Dla osób, szukających przygód i seksu na jedną noc nie ma u nas miejsca – zapewnia Jolanta Sitarek z Czandry – Jesteśmy dla tych, którzy myślą o małżeństwie lub trwałym związku. Podobne założenia przyjmują właściciele innych poważnych biur, rozumiejąc jednak, że z różnych powodów, np. nieudanego poprzedniego związku małżeńskiego, nie wszyscy klienci gotowi są od razu zadeklarować gotowość do zawarcia ślubu. Najważniejsze jest zaufanie klienta – twierdzą właściciele biur matrymonialnych – jego poczucie bezpieczeństwa, komfort psychiczny, i oczywiście – jego oczekiwania. Takie podejście procentuje. Niedawno zadzwonił do mnie ojciec młodej absolwentki medycyny i zapytał, czy może przysłać do nas córkę, która nie ma szczęścia do odpowiednich partnerów. Wy się znacie na ludziach – powiedział – wspomina Paweł Niemiec.

Jak zapewniają właściciele biur, takie dowody zaufania i komplementy nie należą do rzadkości. Cieszą, ale są też sygnałem, że biura matrymonialne przestają być postrzegane jako ostatnia szansa dla samotnych, a zaczynają być po prostu, także dla ludzi młodych, sposobem na uniknięcie pomyłek przy dobieraniu się w pary i okazją na znalezienie partnera doskonałego, którego cechy charakteru precyzyjnie określić można w ankiecie.

Polka eksportowa

W biurach V.I.P i Razem nie brakuje ofert od obcokrajowców. Amerykanie, Niemcy, Francuzi – wszyscy chcą żenić się z polskimi kobietami. Powody nie ucieszą feministek – postrzegane jesteśmy jako ciepłe, uczuciowe domatorki, co to i obiad ugotują, i dzieci odchowają. Górale już dawno na to wpadli i od lat organizują konkursy nie na najpiękniejszą, a „najszwarniejszą”, czyli taką, która nie tylko potrafi kochać, ale też skutecznie zadba o powodzenie związku. Zapytałam kiedyś pewnego Amerykanina, dlaczego szuka Polki – opowiada Jolanta Sitarek z Czandry – Odpowiedział: wie pani, co gotuje Amerykanka na obiad? Najczęściej zamawia go w restauracji. A ja chciałbym od czasu do czasu zjeść domowy posiłek.

Przeciętny Amerykanin wie, że Polka każdy związek opieczętuje miłością jak żadna inna. Wyemancypowane Niemki także coraz bardziej odstraszają swoich rodaków. Młodzi Niemcy ruszają więc na wschód w poszukiwaniu „żony doskonałej”, która nigdy nie pozwoli im poznać znaczenia słów: kryzys rodziny. Co na to Polki? Zdaniem Pawła Niemca – nasze zainteresowanie ofertami zagranicznymi stopniowo maleje. Na pewno nie ma już myślenia: byle z kim, byle stąd wyjechać. Mechanik samochodowy z Majorki niekoniecznie znajdzie żonę wśród moich klientek.

Za kilka lat...

Branża ulega w ostatnich latach gwałtownym przemianom. W siną dal odeszły już wieczorki zapoznawcze. Jest zmuszona coraz gwałtowniej odpierać ataki internetowych czatów. Tam wprawdzie łatwiej się „sparzyć”, ale też widok własnych czterech ścian daje podświadome poczucie bezpieczeństwa. Paweł Niemiec i Witold Sułkiewicz nie mają wątpliwości, że rynek biur matrymonialnych w Polsce będzie się specjalizował, stanie się coraz bardziej elitarny. Sułkiewicz ma również nadzieję, że zmniejszy się liczba biur-efemeryd, które powstają tylko po to, by po kilku miesiącach zakończyć swoją działalność.

W świadomości coraz większej liczby osób biuro matrymonialne przestaje być ostatnią deską ratunku przed samotnością. „Razem” i bycie razem jest trendy” – czytamy na ulotce reklamującej ogólnopolską sieć biur. Jesteśmy coraz bardziej nowocześni, więc i partnera szukamy w nowoczesny sposób. Płacimy za fachowe doradztwo w kwestii kupna mieszkania, dlaczego więc nie mamy zapłacić za fachowe doradztwo w dużo ważniejszej sprawie – wyboru partnera na całe życie. Jaki powinien być partner doskonały? Ile osób, tyle odpowiedzi. Zastępy psychologów, doradców różnej maści i specjalistów od miłości przekonują, że ich zdanie dotyczące wyboru odpowiedniego mężczyzny jest więcej warte od kobiecej intuicji. Gwarantują skuteczność. Właściwie, co oznacza skuteczny związek? Czy to taki, który w ogóle powstanie, czy też ten, który daje partnerom chociaż minimum szczęścia... Wielu korzystających z „małżeńskiego pośrednictwa”  jest na szczęście zadowolonych z tego, co dały im takie biura. Ci ludzie nie mówią M jak matrymonialne, mówią M jak miłość.
Partner doskonały – partnerka doskonała

Joanna – lat 28. Szukając partnera, na pewno nie poszłabym do biura matrymonialnego. Oznaczałoby to dla mnie przyznanie się przed całym światem, że nie radzę sobie z własnym życiem. Partner doskonały w moim odczuciu to ktoś bardzo podobny do mnie – wrażliwy, inteligentny, wykształcony. Dobrze byłoby, gdyby miał własne mieszkanie, bo mam już dość tułania się po wynajmowanych kawalerkach.

Łukasz – lat 29. Jeśli przez dłuższy czas byłbym samotny, a liczne próby poznania kogoś sensownego kończyłyby się fiaskiem, to chyba zdecydowałbym się na pośrednictwo biura matrymonialnego z zastrzeżeniem, że niekoniecznie musi chodzić o zalegalizowane małżeństwo. Osoba sensowna? Na pewno nie zwracałbym uwagi na status materialny kobiety – ważniejsze byłyby dla mnie jej cechy charakteru, podobne do moich zainteresowania i system wartości. Uroda też jest ważna – przyznaję.

Barbara – lat 42. Biuro matrymonialne? Nigdy wcześniej nie myślałam o złożeniu swojej oferty. Partner doskonały? O takim marzę non-stop. Musiałby być przede wszystkim odpowiedzialny, bo tej cechy brakowało mi u mojego poprzedniego partnera. Dobrze by było, gdyby nie palił papierosów i nie pił alkoholu, i żeby miał stałą pracę, bo martwienie się, z czego zapłacić rachunki, nie należy do najprzyjemniejszych rzeczy.

Biuro matrymonialne – lek objawowy
rozmowa z Emilianem Walendzikiem – psychologiem i psychoterapeutą z Pogotowia Psychologicznego.

Czy po tak sformalizowanym początku, jakim jest pośrednictwo biura matrymonialnego, możliwe jest zawiązanie się między dwojgiem ludzi głębokiej więzi? Czy jest tu miejsce na romantyczną miłość?

Z całą pewnością nie można jej wykluczyć. Biura pośredniczą tylko w pierwszym etapie procesu poznawania się dwojga ludzi, etapie najtrudniejszym, wymagającym największej inicjatywy, przełamania wewnętrznych oporów i kompleksów. Gdy dochodzi do spotkania, rola biura się kończy i wszystko pozostaje w rękach tych dwojga – od nich zależy, czy połączy ich jakaś emocjonalna więź, czy też pożegnają się po pierwszej randce, nie mając ochoty na następną. Na pewno nie można przekreślać szansy na zawiązanie się udanych związków między osobami korzystającymi z usług biur.

Wiele osób deklaruje, że w biurze poznało nie tylko partnera, ale i samych siebie. Czym to wytłumaczyć?

Wizyta w biurze matrymonialnym rzeczywiście może być ważnym sposobem na zdobycie informacji o sobie. Jeśli ktoś nigdy wcześniej nie korzystał z usług psychologa i nie miał okazji jasno określić swoich potrzeb, wypełnienie ankiety, wymagane przy rejestracji, będzie dla niego cennym doświadczeniem. Rzadko kiedy w codziennym zabieganiu pamiętamy o nazywaniu rzeczy po imieniu – forma ankiety uruchomi w nas ten mechanizm – będziemy musieli precyzyjnie opisać swoje cechy charakteru i oczekiwania w stosunku do potencjalnego partnera, związku. Już to może dać nam wgląd w samych siebie. Pamiętajmy, że każda konfrontacja z nową rzeczywistością, z nową sytuacją, jest wzbogacająca, uruchamia pewne potencjały, których wcześniej nie byliśmy nawet świadomi.

Czy w korzystaniu z usług biura dostrzega Pan jakieś zagrożenia?

Najważniejsze jest postawienie sobie pytania, dlaczego chcę skorzystać z usług biura. Mam trwały uraz do związków, wyniesiony z dzieciństwa spędzonego w rozbitej rodzinie, czy po prostu brakuje mi czasu i możliwości poznania kogoś interesującego. W drugim przypadku pójście do biura może rzeczywiście rozwiązać mój problem – znajdę partnera, jakiego szukałem. Ale jeśli samotność, której doświadczam, to wynik głębiej tkwiących, traumatycznych przeżyć, rzutujących negatywnie na moje kontakty z ludźmi, wysłanie oferty matrymonialnej nie będzie rozwiązaniem. Pamiętajmy, że celem biura nie jest psychoterapia, ale wywiązanie się z zawartej umowy. Problemy ze znalezieniem partnera, jakie zakomunikuję pracownikowi biura, mogą zostać potraktowane przedmiotowo, bo obchodzą go o tyle, o ile wpływają na nasz wspólny interes. Biuro jest lekiem objawowym, nie dociera do przyczyn. I tu widzę zagrożenie.

Magda Kuźnik