21.09.06 Nr 221

   PIĄTA ALEJA

REPORTAŻ

 

Eksport uczuć


Polki szukają męża wśród obcokrajowców. Może być Włoch, Francuz, Belg, Amerykanin czy Kanadyjczyk. Tak się dobrze składa, że obcokrajowcy chcą mieć za żonę właśnie Polkę

(c) FEDERICO CAPONI
piataaleja_a_12-2.F.jpgPo trzydziestce samoocena rośnie, a możliwości maleją. Kobiety, zwłaszcza te zapracowane, mają problem ze znalezieniem odpowiedniego dla siebie partnera - mówi Paweł Niemiec z warszawskiego oddziału biura matrymonialnego Duet
 
(c) FEDERICO CAPONI
Witold Sułkiewicz, właściciel biura VIP w Warszawie w segregatorze przechowuje 80 ofert ze zdjęciami. Ania zdążyła już umówić się z Niemcem, ale okazał się za nerwowy. Tymczasem po ulicach Warszawy chodzi samotny Christofer i na razie nie udaje mu się znaleźć swojej połowy.
(c) FEDERICO CAPONI

Niemal połowa klientek Międzynarodowego Biura Matrymonialnego VIP wśród wymogów stawianych kandydatowi na życiowego partnera wpisuje "obcokrajowiec". Oddział biura matrymonialnego Duet w Katowicach wręcz specjalizuje się w zagranicznych ofertach. - Interesują się nimi kobiety przeważnie z wyższym wykształceniem, znające języki. I nie chodzi im o pieniądze, jak przed laty, a o inną niż u Polaków mentalność. Szukają odmiany. Zwykle poprzedni partner był Polakiem i zawiódł - wyjaśnia Witold Sułkiewicz, właściciel biura VIP w Warszawie. W grubym segregatorze przechowuje 80 ofert ze zdjęciami Francuzów, Belgów, Holendrów, Niemców, Włochów, Amerykanów i Kanadyjczyków. - Tych bez fotografii jest znacznie więcej - wyjaśnia. - Ci, którzy nie ukrywają swego wizerunku, mają od dwudziestu ośmiu lat do sześćdziesiątki. Ich zdaniem Polki nie są feministkami, są bardziej kobiece niż panie w ich krajach, a do tego rodzinne. Ponieważ Polkami zainteresowani są również Polonusi od lat mieszkający w Stanach i Kanadzie, biuro VIP ma swój oddział też w USA. Poza tym współpracuje z zagranicznymi biurami matrymonialnymi.

- Jeśli wzajemne wymogi naszych klientek i klientów są spełnione, przekazujemy im namiary na siebie. To podstawowa oferta. Organizacja spotkania, rezerwacja hotelu, przejazdu jest możliwa za dopłatą - wyjaśnia. Nie wszyscy mogą zostać jego klientami. Żeby się znaleźć w ofercie biura, trzeba zarabiać powyżej średniej krajowej i mieć co najmniej średnie wykształcenie. - Inaczej klienci i klientki nie pasowaliby do siebie - wyjaśnia. Niektórym do znalezienia swojej pary wystarczy kilka tygodni rozmów telefonicznych i mejli, ale bywa, że z podjęciem decyzji czekają kilka lat. Zdaniem Witolda Sułkiewicza to w Polsce korzystanie z usług biur matrymonialnych jest wciąż tematem tabu. W Japonii 80 procent par kojarzonych jest za ich pośrednictwem. W krajach Unii Europejskiej - 30 procent. - Ludzie nie mają dziś czasu umawiać się z kimś, kto nie odpowiada ich wymaganiom. A biura przeprowadzają selekcję potencjalnych partnerów - mówi.

Dla lepszego klimatu

- Trochę jest tak jak w hipermarkecie, ale mi to nie przeszkadza - śmieje się dwudziestosześcioletnia Ania, urzędniczka, od kilku miesięcy klientka VIP. Nie lubi tracić czasu, szybko podejmuje decyzje. Chciałaby poznać obcokrajowca, wyjść za niego za mąż i mieć czwórkę dzieci. Za pośrednictwem VIP zdążyła już umówić się z Niemcem (okazał się za nerwowy), wyjechać do RPA do przyszłego narzeczonego (jednak nie był zdecydowany na stabilizację) oraz nawiązać kontakt mejlowy z Amerykaninem (ale ktoś wkradł się do jej skrzynki i napisał takiego mejla, że Amerykanin już więcej nie napisał).

- Wiek nie ma znaczenia - mówi o swych oczekiwaniach co do przyszłego małżonka. - Najlepiej, żeby był z jakiegoś ciepłego kraju, bo dość mam już pogody w Polsce. Zresztą, nie tylko pogody. Ludzie są tu zazdrośni, niemili dla siebie. A faceci po pracy zasiadają przed TV ze zgrzewką piwa - wyznaje. Jeden taki pomieszkiwał w jej kawalerce, gdy bywał w Warszawie, ale przepędziła go szybko i romans się skończył. Sama jeździ konno, chodzi na angielski, dużo pracuje.- Jestem niezależna finansowo, to prawda. Ale praca dzisiaj jest, a jutro jej nie ma, a to jednak mężczyzna powinien przede wszystkim zadbać o utrzymanie rodziny. Polacy są mało przedsiębiorczy, a już w domu nie robią nic. Moja koleżanka wyszła za Belga, który nie tylko utrzymuje rodzinę, ale jeszcze po pracy pomaga jej w domu - dodaje. - Po ślubie tylko jakiś czas zostałabym w domu z dziećmi, ale później chciałabym pracować. Oczywiście nie tak, żeby praca była całym moim życiem - tłumaczy.

Z ziemi obcej do Polski

Christhofer miał w Michigan dwie firmy i dom, ale życie go nudziło, więc przeniósł się do Polski. W Warszawie jest od półtora roku, jak wielu anglojęzycznych native speakerów uczy w szkole językowej. W Polsce szuka swojej drugiej połowy. Myśli nawet o zapisaniu się do biura matrymonialnego. - Ostatnio odwiedziłem rodzinę w Stanach i utwierdziłem się w przekonaniu, że Polki są atrakcyjniejsze od Amerykanek. Są zgrabne i bardziej dbają o siebie, no i nie są nudne, można z nimi rozmawiać o kulturze - wyznaje.

Fred natomiast porzucił dla Agaty ciepły klimat wyspy Kay West na Florydzie. Był menedżerem w restauracji. Agata wraz z przyjaciółmi ze studiów szukała pracy w ramach programu Work & Travel. Zatrudnił całą szóstkę.

-Wyglądali na zdesperowanych -wspomina w nowym mieszkaniu na warszawskim Ursynowie.

- I najlepiej pracowaliśmy - przerywa mu Agata. -Ale kłamaliście, że zostajecie na rok - z oczu Freda w uśmiechu robią się dwie kreseczki. Urodził się na Tajwanie, a od drugiego roku życia mieszkał w USA, w Atlancie.

- Po zerwaniu z dziewczyną, z którą byłem wiele lat, przeniosłem się na Kay West. Chciałem być bad boy, ale poznałem Agatę i nic z tego nie wyszło - żartuje, czule patrząc na żonę.

Kiedy pierwszy raz przyjechał do Białej Podlaskiej - rodzinnego miasta Agaty - sąsiedzi stali w oknach, żeby zobaczyć chińskiego chłopaka z Ameryki. Dziś, trzy lata po ślubie, oswoili się.

- Kiedy wyjechał po pierwszej swojej wizycie w Polsce, nic mi nie szło. Wzięłam więc dziekankę i pojechałam do niego. Po pół roku pobraliśmy się i przyjechaliśmy do Polski, żebym mogła skończyć SGH - tłumaczy Agata.

Przeprowadzka zdziwiła siostry i rodziców Freda, którzy jednak po przyjeździe do Polski w odwiedziny stwierdzili, że nie jest tu tak źle, jak sobie wyobrażali.

- Pewnie że w Stanach mielibyśmy większe perspektywy zawodowe i byłoby nam łatwiej. Ale dla mnie rozstanie z rodziną byłoby zbyt trudne - wyznaje Agata. Z chęcią opowiada o początkach znajomości z Fredem. - Amerykanie potrafią zorganizować randkę, na której dziewczyna czuje się księżniczką. Przede wszystkim mają inicjatywę. Jak im się dziewczyna podoba, to zagadują, umawiają się. Nie czekają miesiącami nie wiadomo na co, jak Polacy - opowiada. - Fred na przykład tak ustawił pracę, żebyśmy mieli wolne w ten sam dzień. Po pracy spytał, czy wybierzemy się jutro coś zjeść. Myślałam, że to zwykłe wyjście ze znajomym. A on zaprosił mnie do najlepszej restauracji na wyspie, a później w rejs jachtem na oglądanie gwiazd. No i już nie miałam wątpliwości, że to randka - wspomina. - Polacy są niezaradni. Miałam kolegę, któremu się podobałam, ale nigdy nie zaproponował spotkania - kończy.

Polki nie są nudne

-Po trzydziestce samoocena rośnie, a możliwości maleją. Kobiety, zwłaszcza te zapracowane, nastawione na karierę zawodową, mają problem ze znalezieniem odpowiedniego dla siebie partnera - mówi Paweł Niemiec z warszawskiego oddziału biura matrymonialnego Duet.

- Nie znam żadnego wolnego faceta w moim wieku. Mężczyźni nawet jak się rozwodzą, to z reguły już kogoś mają. Na Zachodzie jest więcej singli, ludzie nie dążą tak bardzo do stabilizacji, a mężczyźni nawet około pięćdziesiątki są zadbani i pozostają młodzi duchem. W Polsce ich równolatkowie są już zmęczeni życiem i niewiele im się chce - ocenia trzydziestotrzyletnia Anna Harasimowicz, tłumaczka i właścicielka firmy w Poznaniu. Sześć lat temu rozwiodła się z Niemcem. - Do Niemców się trochę zraziłam, ale do obcokrajowców nie. W Niemczech źle się czułam, mimo że tam studiowałam i miałam znajomych. Brakowało mi spontaniczności i luzu. Doprowadzało mnie do szału, że ludzie zwracają się do mnie po nazwisku i wszystko musi być zorganizowane. Że nie można po prostu zadzwonić i umówić się do kina na wieczór. Trzeba zadzwonić trzy tygodnie wcześniej - opowiada. - Poza tym to obie strony muszą chcieć poznać kulturę partnera. Mój mąż tej ciekawości nie miał. A dla mnie znajomość z obcokrajowcem to świetna okazja do poznania jego języka, mentalności czy nawet przepisu na nowe danie - tłumaczy. Obecnie spotyka się, a raczej podróżuje z Irlandczykiem. Jak mówi, dla mężczyzn z Zachodu kobieta po trzydziestce, która nie ma rodziny, nie jest zjawiskiem nie z tej ziemi. -W Polsce nie toleruje się wszystkiego, co nie jest standardem. Nie podoba się, że podróżuję po Azji, że jestem singlem, że nie wiem, czy chcę mieć dzieci, nawet i to, że mam firmę. Słyszałam, że Polacy się mnie boją, bo za dobrze sobie radzę - dodaje.

Niespełna trzydziestoletnia pielęgniarka z Polski od czterech miesięcy mieszka we Włoszech. Zna włoski, angielski, francuski. Do skorzystania z ofert biura VIP namówiła ją koleżanka, która za jego pośrednictwem poznała swego męża Szwajcara. - Spróbuję. Nie zamierzam wracać do Polski. Miałam narzeczonego Polaka i na pewno nie chciałabym mieć następnego. Nasi panowie mają duże wymagania, a nic nie oferują w zamian. Jeśli porównać ich z mężczyznami z innych krajów, wypadają blado i to pod każdym względem. Większość Polek, które przyjeżdżają do Włoch na dłużej niż trzy miesiące, do Polski już nie wraca. Zostawiają w kraju polskich narzeczonych, znajdują nowych, włoskich. Koleżanka ma narzeczonego Włocha, który po całym dniu pracy w domu zabiera się do gotowania, bo to lubi. Mimo że ona jeszcze nie pracuje. Ale we Włoszech mąż jej tego nie wypomni. W Polsce, zwłaszcza w Warszawie, dziewczyna jest pod ciągłą presją: musi świetnie wyglądać, aby kogoś poznać lub związek utrzymać - opowiada. Ma nadzieję, że już niedługo nie będzie sama. Koresponduje z Francuzem poznanym przez biuro. - To bardzo inteligentny człowiek. Znam francuski, więc z przeniesieniem się i pracą nie będę miała problemu - kończy.

Ewelina Jaworska


 Drukuj artykuł  Wyślij artykuł

 

| Bez polskich znaków |
| Rzeczpospolita | Z ostatniej chwili | Archiwum | Serwis Ekonomiczny | Serwis Prawny | Cennik | Regulamin | Serwis WAP | Prenumerata
| ReklamaEnglish/Deutsch  | O nas | Praca i staże | Zgłaszanie uwag | Kontakt |
© Copyright by Presspublica Sp. z o.o.